Emerytowany komendant wojewódzki straży pożarnej Stanisław Mikulak wspomina swoją strażacką służbę i związki z ziemią szczycieńską.

Moja strażacka służba (cz.26)

Pożar w LENPOL-u

W nocy z 17 na 18 lipca 1969 r. powstaje jeden z największych pożarów w Szczytnie. Płoną obiekty Północnych Zakładów Przemysłu Lniarskiego „LENPOL”. Z Olsztyna wyjeżdżamy z komendantem Hornzielem i już z Kolonii Mazurskiej widzimy blask na kierunku Szczytna. Im bliżej jesteśmy miasta, tym łuna staje się większa i groźniejsza. Gdy dojeżdżamy na miejsce, płoną dwie bardzo duże stodoły wypełnione suszonym lnem (kubatura każdej to około 15 tysięcy metrów sześciennych). Zagrożona jest wytwórnia płyt paździerzowych i hala obróbki mechanicznej. Natężenie ognia jest tak duże, że prądy wody gaśniczej wyparowują zanim dolecą do płonącego obiektu. W pewnym momencie następuje wybuch w silosie z paździerzami. W akcji jest ponad 20 jednostek straży, straszna plątanina węży gaśniczych, niektóre bez wody, której już zabrakło w zbiorniku przeciwpożarowym.

Udział władz

Na miejscu są także wszystkie władze szczycieńskie włącznie z szefem Służby Bezpieczeństwa i pierwszym sekretarzem Komitetu Powiatowego PZPR, ingerują oni w działania i przeszkadzają w ich organizacji. Proszę płk. Hornziela, by zajął się władzami a ja przy pomocy zastępcy komendanta powiatowego por. Tadeusza Jakubika przystępuję do przegrupowania jednostek będących w akcji i tych nowych zadysponowanych już w czasie jazdy z Olsztyna, Mrągowa, Biskupca i Nidzicy oraz jednostki wojskowej z Szyman i uporządkowania działań, by uzyskać większą ich skuteczność.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.